Wszystko zaczęło się od kartingu – wywiad z Miko Marczyk cz. I

0

Miko Marczyk jest trzykrotnym Mistrzem Polski w kartingu halowym. Zgodził się udzielić nam długiego wywiadu, w którym opowiada o swojej drodze do sukcesu, podejściu do motorsportu, startach w innych dyscyplinach oraz celach na przyszłość. Dziś zapraszamy do zapoznania się z pierwszą częścią wywiadu, z której dowiecie się, jak wyglądała jego ścieżka kariery na samym początku.

 

Zbigniew Topolski: Jesteśmy dzisiaj nieprzypadkowo w Gokart Arenie, gdyż to tutaj rozpoczynałeś swoją przygodę z motorsportem. Jak to początkowo wyglądało?

Miko Marczyk: W pewnym sensie tak, tutaj wszystko się zaczęło. Gokart Arena powstała, z tego co pamiętam, w 2012 roku, ja zaś pierwszy raz na gokarty pojechałem z bratem pod koniec 2010 roku do Portu Łódź. Trzy tygodnie później wystartowałem w kwalifikacjach do tamtejszej ligi. Trochę się wystraszyłem, jak już dojechałem na miejsce, ponieważ chłopaki (około 40 osób) mieli własne kaski, rękawiczki. Z tatą przejechaliśmy całe miasto, ale ja stwierdziłem, że powinniśmy wracać, bo był to zbyt profesjonalny poziom i to się nie uda. On odpowiedział mi jednak, że skoro już tu jesteśmy, to mam spróbować. Każdy z zawodników robił dwa okrążenia tym samym gokartem i jechał do domu. Musiałem założyć profil na Naszej Klasie, ponieważ tam wieczorem można było znaleźć wyniki i dowiedzieć się, kto zakwalifikował się do ligi, czyli do najlepszej dwudziestki. Na 40 osób zająłem chyba drugie miejsce, jadąc na samym początku, w miarę chłodnym gokartem, co już zrobiło na mnie ogromne wrażanie. Miesiąc później stałem na drugim stopniu podium ex aequo z Arturem Pelem, którego właśnie tam poznałem. Bardzo mi pomógł w początkowej karierze, ponieważ miał większe doświadczenie w gokartach ode mnie.

Potem przez około półtora roku czy dwa lata jeździłem mniej intensywne. Jeśli tylko nadarzyła się okazja, startowałem w Łodzi oraz w Zgierzu, gdzie przez krótki okres był czynny tor. Kilka razy pojechałem do Warszawy, ale tylko na małe zawody. Jeśli dobrze pamiętam, w maju 2012 roku, co było wielkim wydarzeniem, została otwarta Gokart Arena. We wrześniu tego samego roku pojechałem z wcześniej już wspomnianym Arturem Pelem na 24-godzinny wyścig do Belgii. To tam pierwszy raz zobaczyłem poziom mistrzów Europy czy świata. Stwierdziłem wówczas, że przede mną jeszcze bardzo dużo pracy. Będąc w Polsce wydaje nam się, że jesteśmy bardzo szybcy, ponieważ możemy nawiązywać walkę praktycznie z każdym. Dopiero na wyścigach klasy międzynarodowej dowiadujemy się, ile nam brakuje. Kółko miało ponad minutę, a ja traciłem na każdym z nich przeszło sekundę do czołówki. W takich momentach przechodzą przez głowę różne myśli: przecież mam doświadczenie, jeżdżę od półtorej roku po różnych lokalnych torach, więc dlaczego oni są szybsi? Poddać się, czy nie? Stwierdziłem jednak, że będę dalej się rozwijać.

Dość przypadkowo w 2013 roku pojechałem na Mistrzostwa Polski w gokartach, które odbywały się na trzy tygodnie przed maturą. Egzaminy dojrzałości były dla mnie wtedy priorytetem, więc mnie na te mistrzostwa się nie śpieszyło. Wiedziałem jednak, że koledzy jadą. Ostatecznie to oni mnie przekonali do wyjazdu. Okazało się to na tyle szczęśliwe, że udało mi się wygrać zawody w kategorii Polaków, co było moim ogromnym sukcesem kartingowym. Miałem wtedy dużo szczęścia. Pomogło mi jednak również to, że starałem się przed zawodami wszystko ułożyć sobie w głowie. Byłem wtedy bardzo skupiony i przygotowany. Dlatego, co jest ważne, potrafiłem w rywalizacji wejść na wysoki poziom, który jestem w stanie prezentować na treningu. Zawody to nie tyko talent, bo ma go przecież bardzo duża liczba osób. Ważne są jeszcze dodatkowe aspekty, np. radzenie sobie ze stresem.

ZT: Zacząłeś opowiadać o Mistrzostwie Polski. Czy po pierwszym sukcesie były też kolejne?

MM: Tak, wystartowałem w 2013 roku i osiągnąłem bardzo dobry wynik. Nie powiedziałbym, że kariera ruszyła wtedy z kopyta 🙂  jednak sport, który uprawiamy, jeszcze bardziej nam się podoba, kiedy osiągamy dobre wyniki. Gokarty były wtedy dość przystępne cenowo, względnie jak na motorsport. Wiedziałem, że aby się rozwijać, muszę wyjechać za granicę, ponieważ na terenie Polski jest mało doświadczonych zawodników – wszyscy jeżdżą dość krótko. Organizator Mistrzostw Polski, Remik Drzazga, pomagał mi, kierował mnie, na jakie zawody mam jeździć i gdzie powinienem trenować.

Jako Mistrz Polski w 2013 roku, zostałem wytypowany do reprezentowania Polski w Danii na Mistrzostwach Świata, które miały odbyć się 3 miesiące później. Wydawało mi się wtedy, że skoro tak dobrze idzie mi w kraju, to w Danii też mogę zaprezentować się na wysokim poziomie. Jeśli dobrze pamiętam, zająłem wtedy 39 miejsce na 74 uczestników.

ZT: Przyzwoity wynik jak na pierwszy start?

MM: Tak. Nie było ode mnie szybszej kobiety na świecie, ponieważ 40 miejsce zajęła koleżanka z Belgii. To był rzeczywiście dobry wynik i byłem z niego zadowolony, choć oczekiwania oczywiście były większe. W Polsce wiele osób chciało, żebym wrócił na lepszej pozycji, ale już ten osiągnięty przeze mnie wynik był satysfakcjonujący.

ZT: Wspominałeś też o startach zagranicznych. Czy tam udało się odnosić sukcesy poza Polską?

MM: Karting halowy ma to do siebie, że bardzo mocni są lokalni zawodnicy. Każdy tor jest inny, różnią się one od siebie wieloma aspektami: nawierzchnią, gokartami, przyczepnością. Z tego powodu lokalny zawodnik będzie zawsze bardzo szybki. Około dwa lata temu byłem m.in. na Mistrzostwach Holandii. Startowało tam 40 zawodników. Ja zająłem 9 miejsce, co jest dobrym wynikiem ze względu na to, że dostałem się do finałowej dziesiątki. Mam też satysfakcję, ponieważ zawsze realnie parzyłem na to, kto jest przede mną i ile lat doświadczenia z kartingu ma za sobą. Jeżeli był to lokalny zawodnik bądź osoba, która trenuje 10, 12 czy 15 lat, a mi brakuje do niej niewiele (przyjeżdżałem w piątek na tor, a w sobotę startowałem w zawodach), to się nie załamywałem. Kiedyś tata powiedział mi: Jeżeli jedziesz na zawody nie w pełni przygotowany, a jesteś nowy w sporcie i wygrywasz, to nie znaczy, że Ty jesteś szybki. To znaczy, że poziom sportu lub zawodów jest niski.

Niestety tak jest – trzeba włożyć bardzo dużo pracy, treningu i poświęcić lata, żeby osiągnąć wysoki poziom w tak bardzo konkurencyjnym sporcie. Karting halowy jest takim sportem.  Ja w pewnym momencie podjąłem decyzję o zakończeniu takiej formy aktywności. Mogłem to bardziej rozwijać, piąć się do góry. To wymagałoby bardzo dużego poświęcenia, a mnie marzyły się samochody. Jak tylko miałem tylko możliwość, starałem się wsiąść do samochodu.

 

cdn.

Udostepnij na:

About Author

0 0

ZOBACZ INNE

Dodaj komentarz